Wełna? Nie taka straszna, jak ją malują!

Czy wiesz, że na Bliskim Wschodzie wełna była wykorzystywana do pieluchowania już kilka tysięcy lat temu? Dokładnie! To nie jakaś nowa fanaberia czy moda wśród mam, którym znudził się PUL. Wełna to materiał pochodzenia naturalnego, a więc ekologiczny i bezpieczny. Dlaczego więc jest wciąż tak mało popularna i dlaczego wielomamy się jej boją? Przyjrzyjmy się z bliska wełnianym pieluchom wielorazowym.

Jak nie ma warstwy PUL, to będą przecieki…

Kiedy myślisz o pieluszkach, nie ważne czy jednorazowych, czy wielorazowych, podstawową sprawą jest ich niezawodność, co oznacza brak przecieków. No, a przecież wełna nie ma warstwy typu PUL… I tu niespodzianka: wełna jest nieprzemakalna! Jak to możliwe? Otóż chodzi o lanolinę.

Lanolina to naturalny tłuszcz owczy występujący w wełnianych włóknach i działający jak impregnat. To właśnie lanolina sprawia, że wełna jest odporna na przeciekanie.

Ale to nie wszystko. Wełna jest też niezwykle chłonna. Okazuje się, że struktura jej włókien jest tak sprytnie zbudowana, że wełna może wchłonąć płyn o równowartości przekraczającej 30% swojej wagi!

Jak to działa w praktyce? Kiedy wkład w pieluszce przyjmie maksymalną ilość płynu, jego nadmiar nie wydostaje się na zewnątrz, ale zostaje wchłonięty przez włókna wełny i jest trzymany w ich wnętrzu, z dala od skóry malucha. A stąd nie wydostanie się dzięki wspomnianej wcześniej lanolinie.

Tyle z tym zabawy: lanolinowanie, octowanie… To jakiś wyższy stopień wtajemniczenia! Nie mam na to czasu!

Prawda jest taka, że lanolina zawarta w wełnie wypłukuje się po jakimś czasie, a to powoduje, że przestaje być nieprzemakalna. Ale spokojnie, to nie koniec świata. Wystarczy co jakiś czas zalanolinować pieluszkę, by przywrócić jej wspaniałe właściwości.

Lanolinowanie, choć dla niektórych mam brzmi tajemniczo, strasznie i groźnie, to proces niezwykle prosty, zwłaszcza jeśli użyje się do tego gotowej kuracji lanolinowej, np. dostępnej w Pupeczkowie marki SONETT. Płyn rozpuszcza się w gorącej wodzie, uzupełnia do odpowiedniej objętości zimną wodą i w tak powstałym roztworze o temperaturze pokojowej, moczy się wełniaczki przez 30 minut do godziny. Po wypłukaniu i odciśnięciu nadmiaru wody, pieluszki zostawia się do wyschnięcia. I to tyle w temacie. Już nie wygląda to tak przerażająco, prawda?

A co, jeśli wełniany otulacz farbuje podczas prania? Wtedy z pomocą przychodzi zabieg octowania. Na czym polega? Chodzi o wymoczenie otulacza w wodzie z dodatkiem octu (1 litr wody plus pół szklanki octu) przez około 15 minut. Po tym czasie otulacz wyjmuje się, wyciska i suszy. Gotowe!

Samo pranie wełnianych pieluch także nie jest skomplikowane. Wystarczy, że będziesz pamiętać o kilku istotnych rzeczach, a będziesz się cieszyć swoimi wełniaczkami naprawdę długo:

  • lekko wilgotny otulacz wystarczy odwiesić do wyschnięcia;

  • bardzo mokry otulacz najlepiej wypłukać w letniej, czystej wodzie, odcisnąć w ręcznik i rozwiesić do wysuszenia;

  • zabrudzony otulacz pierz w ciepłej wodzie z dodatkiem płynu do prania wełny, wypłucz, odciśnij w ręcznik (bez wykręcania) i zostaw do wyschnięcia;

  • pieluszki wełniane pierz ręcznie w ciepłej wodzie (o temperaturze ok 25-30 stopni);

  • aby uniknąć filcowania wełny, otulacza nie należy trzeć ani wykręcać!

  • nie susz wełny na grzejniku ani w suszarce bębnowej.

Może i to dobre na zimę, ale latem???

Kolejnym, często słyszanym zarzutem przeciwko używaniu wełny do wielopieluchowania jest kwestia temperatur. Od dziecka wpajano nam, zimą nic nie ochroni nas przed zimnem lepiej niż ciepły wełniany sweter. Naturalne jest więc, że wiele mam tak właśnie postrzega wełnę i łapie się za głowę, gdy ktoś proponuje im używanie wełnianych pieluszek wielorazowych latem. A tu kolejna niespodzianka! Przyjrzyjmy się budowie wełnianych włókien: wygląda to tak, jakby były zbudowane z malutkich kieszonek, z których każda wypełniona jest powietrzem. Ten system sprawia, że wełna stanowi coś w stylu naszej osobistej klimatyzacji. I tak latem wełna nie powoduje przegrzania, a zimą pozwala utrzymać ciepło.

Magia wełny polega więc na tym, że jest na swój sposób inteligentna. Nawet podczas upałów, wspiera ona nasz naturalny system termoregulacji, utrzymując optymalną temperaturę przy skórze, bowiem odprowadza ciepło dalej od ciała. Być może trudno Ci będzie w to uwierzyć, ale gdy jest gorąco, wełna może być w odczuciu nawet dwukrotnie chłodniejsza od syntetycznych materiałów. Zimą zaś, maleńkie kieszonki wypełnione powietrzem doskonale izolują skórę, chroniąc ją przed utratą ciepła (i tu prócz otulaczy świetnie sprawdzą się wełniane gatki i longi).

Wełna?!? Przecież to gryzie!!!

Nie chodzi oczywiście o to, że wełna ma zęby, ale o to, że grube wełniane włosy są szorstkie w dotyku. Z pewnością nie raz w życiu spotkałaś się z czymś wełnianym, co było ciepłe i drapiące? Ale spokojnie, wełniane pieluszki wielorazowe nie gryzą! Jak to możliwe?

Wełna wełnie nierówna. To nie jest tak, że jest tylko jeden, w dodatku gryzący rodzaj wełny. Najbardziej popularna przy produktach dla dzieci jest wełna z owiec merino – miękka i elastyczna. Średnica jej włókien to od 11 do 24 mikrometrów (to nawet mniej niż 1/3 grubości ludzkiego włosa!). Im włókna cieńsze, tym wełna delikatniejsza. Te najcieńsze są bardzo miłe w dotyku i w ogóle nie gryzą.

Jeśli interesują Cię rozmaite rodzaje wełny (a jest ich naprawdę sporo), zapraszamy do Pupeczkowa po artykuł z cyklu „Oswój wełnę”.

A co mówią mamy, które już przezwyciężyły lęk przed wełną?

„Na początku zakładałam wielopieluchowanie w wersji PUL, wełny bałam się jak ognia. Najmroczniejsza wizja dla mnie to źle zalanolinowana wełna i totalny przeciek na materac w łóżku. Na TPW posłuchałam więcej o wełnie i kiedy zobaczyłam na instagramie zdjęcie otulacza wełnianego z Calineczką, zapragnęłam go mieć. Od tego momentu wełna to moja przyjaciółka. Mamy otulacze, gatki, baggy, w drodze również letnie baggy. Doceniam wełnę za jej wspaniałe właściwości, za to, że w nocy jest wygodniejsza niż typowe pieluchy, za to jak oddycha, a lanolinowanie wcale nie jest czarną magią.

„Miałam stracha! A bo lanolinowanie, pranie ręczne i pewnie to trudne.... Ale kupiłam jakiś otulacz budżetowo i spróbowałam lanoliny i coś wyszło, chyba nawet całkiem nieźle. I mam nadzieję, że problem kończenia się moich 5 otulaczy (pulowych) szybciej niż tetry zniknie przy wełnie. A wtedy pokocham wełnę na pewno! Bo ubranka wełniane już pokochałam od pierwszego dotknięcia za ich miękkość i cudowne właściwości termoregulacyjne.

„Najbardziej bałam się, że jak oberwie [dwójką] to co ja zrobię. Pranie wełny wydawało mi się takie skomplikowane przez co myślałam, że wełna jest mało praktyczna. Oj jakie było moje zdziwienie, gdy niepewnie pierwszy raz sięgnęłam po wełnę - i nagłe olśnienie - jaki to wygodny system, pranie nie jest takie trudne, a lanolinowanie nawet przyjemne. Moje zdanie o wełnie zmieniło się na tyle, że teraz używam głównie wełny!

Widzisz, wełna wcale nie jest taka straszna! Co więcej, wełniane pieluchy nie tylko są urocze, ale także mają sporo zalet. Jak choćby to, że są niezwykle odporne na nieprzyjemne zapachy i są bardzo higieniczne, a do tego można je prać rzadziej niż PUL czy polar, co daje im również plus w kwestii ekonomicznej.

Jeśli zdecydujesz się dać wełnie szansę, polecamy zestaw „Zacznij przygodę z wełną”. Znajdziesz w nim śliczny otulacz wełniany MALUNIO OS – już zalanolinowany i gotowy do użycia, pasujący do niego wkład rozszerzany z bawełny organicznej, płyn do prania wełny oraz kurację lanolinową w płynie. To dokładnie to, czego potrzebujesz, by zacząć i na własnej skórze (a konkretnie na skórze swojego maleństwa), przekonać się, że wełna wcale nie jest taka straszna! Kto wie, może zrodzi się nowa pieluchowa miłość?